IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Pole krokusów

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Neah
Wyjąca do nieba
avatar

Liczba postów : 46
Join date : 27/11/2014

PisanieTemat: Pole krokusów   Pią Lis 28, 2014 1:10 pm

Naprawdę bajeczne miejsce, które zachwyca każdego. Znajduje się tuż przy bramie wejściowej do królestwa i podczas początku Nimmeth pokrywa się cudowną fioletową barwą. To właśnie tutaj urządzane są pikniki i większe imprezy skierowane głównie dla dzieci.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Brughi

avatar

Liczba postów : 5
Join date : 01/12/2014

PisanieTemat: Re: Pole krokusów   Sro Gru 17, 2014 10:13 pm

Spróbujcie prześcignąć mysz polną, kiedy próbuje uciec przed czającym się drapieżnikiem, gotowym pochwycić drobne ciało w ostre szpony i zabrać daleko, poza zasięg wzroku, kryjąc zdobycz w mroku uwitego gniazda. Zadanie niemalże niewykonalne. Tak jest zazwyczaj, gdy chodzi o istotną kwestię „żyć czy zostać zjedzonym”. Sprawa ma się inaczej, jeśli próbujesz ścigać się z myszą po wyznaczonym torze i przekonany jesteś, że zabawa skończy się szczęśliwie dla wszystkich.
Dzień Brughiego rozpoczął się nieciekawie, ponieważ jeden z rutynowych patroli rozwinął się w dziki, niemalże szaleńczy bieg między źdźbła gęstej trawy i tylko usilne próby utrzymania kontaktu z gryzoniem zmieniała charakter ucieczki. Starał się prowadzić myszkę do ukrytej norki wśród korzeni na łące, jednak samo odnalezienie jej stanowiło niemały wyczyn. Bru kilka razy zwątpił w swoją umiejętność orientacji w terenie, jednak z pomocą przyszedł instynkt stworzenia, które wiedziało gdzie stawiać łapki, kierując się w stronę schronienia.
Dopiero ukryci w bezpieczny miejscu pozwolili sobie na chwilę odpoczynku, chociaż po Bru spływały niemalże strużki potu. Przez najbliższe minuty nasłuchiwał, nie wypuszczając drewnianego łuku ze swojej dłoni,czekając w gotowości na choćby najmniejszy przejaw agresji od strony czającego się nad nimi drapieżnika. Chłodny i twardy materiał był doskonale wyważony, umożliwiając wypuszczanie strzał z niezwykłą prędkością, co przy odpowiednim połączeniu – z dobrym łucznikiem – stanowiło śmiertelne wyzwanie. Oczywiście rzecz miała się inaczej, jeśli przeciwnikiem był dziewięć razy większy ptak.
Ziemia pod jego stopami wydawała się dziwnie miękka, co zrzucał na barki zmęczenia po karkołomnym sprincie i braku czucia w mięśniach nóg, które zdawały się ciążyć niczym żelazne łańcuchy, uniemożliwiając porządny marsz. Sprężystymi krokami parł przed siebie z lekko pochyloną głową, zasłaniając pojedynczymi warkoczami gasnące spojrzenie złotych oczu, z goryczą w gardle po nerwowej sytuacji. Z łukiem w dłoni prześwietlał otoczenie bez poruszania głową na boki, przesiąknięty na wskroś świadomością, że niewiele brakowało do rychłej i bolesnej śmierci.
Ze wszystkich stron otaczały go krokusy, o czym zdał sobie sprawę dopiero po dłuższej chwili, kiedy charakterystyczna woń przedarła się do nozdrzy mężczyzny, zatrzymując go w miejscu. Czy to nie tutaj odbywały się festyny dla dzieci? Wyprostował się, wiodąc spojrzeniem aż po cały zasięg wzroku, starając się ogarnąć całą fioletową połać. Był sam, więc pozwolił sobie na westchnięcie z ulgi, wypuszczając ciążące powietrze niepokoju. Zbliżał się do domu i gdzieś w głębi ucieszył się, że nie czeka na niego zapłakany syn czy córka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nien
Szafirowy ocean
avatar

Liczba postów : 4
Join date : 04/12/2014

PisanieTemat: Re: Pole krokusów   Czw Gru 18, 2014 9:27 pm

Co minutę celował w stronę słonecznego nieba przepełnionym irytacją spojrzeniem. Nie znosił tej pory roku, była leniwa i uciążliwa. Jeżeli miałby przydzielić każdej porze roku stworzenie, najbardziej pasującym obrazowi Nimmeth na bank byłby ślimak.
Strząsnął z głowy puch, który podczas spadania postanowił potraktować Niena jako alternatywny środek transportu. Naprawdę, nienawidził tej pory roku. Pomijając już same okropne warunki pogodowe ten okres był wyjątkowo... Ubogi w wydarzenia? Do roboty jedno wielkie nic. Szczególnie dla takiego włóczęgi jak białowłosy. Siedzieć jednak w miejscu z tego powodu nie zamierzał. W zasadzie obecnie kończył parodniowe krążenie po dzikich terenach, oczywiście w poszukiwaniu zajęcia. Chętnie w sumie pozostałby jeszcze parę dni w głuszy - brak ludzi, możliwość pomocy jakimś zwierzakom, wcale nie taki męczący spacer. Same plusy. Raj przerwało męczące uczucie głodu i zmęczenia. Haradiańczyk miał olbrzymie skłonności do ignorowania zapotrzebowania na odpoczynek, sen czy jedzenie. I tak był nieśmiertelny, świadomość tego skutecznie naciągała go do takich głupich zachowań. Tylko z picia nie rezygnował. Woda w bukłaku chlupotała w rytm kroków Niena, jej dźwięk nadawał drodze pewnego swojskiego klimatu.
Z obranej ścieżki ściągnął go widok ptaszyska kręcącego się nieopodal. Dziobaty za czymś co prawda gonił, ale za czym? Rozejrzał się uważnie. Z jego stanowiska nie mógł określić niczego, odpowiedniej odległości między nim, a ptakiem, ewentualnej osoby w potrzebie czy istnienia jakiegoś zbiornika wodnego w okolicy. Miał jednak głupią chęć sprawdzić o co chodzi, może i komuś pomóc, może. Trudno określić, czy dałby sobie radę z tak wielkim stworzeniem sam - nadal był bardzo młody, a w dodatku samouk. Przygryzł zdenerwowany wargę i jak najciszej tylko mógł, jak najuważniej ruszył w tamtym kierunku. Cały czas trzymał spojrzenie na sylwetce unoszącej się w powietrzu. W końcu z ulgą mógł określić odwrót pierzastego. Zmrużył oczy. Dziobaty chyba nic nie złapał. I tak lepiej byłoby to sprawdzić.
Wkroczył w teren zapełniony krokusami. Dzieciaki. Świadomość ich obecności była dla niego już wystarczająco trwożąca, a jeszcze na dodatek musiał zastanawiać się nad ewentualnym ewakuowaniem ich z tej okolicy - widmo obecności skrzydlatego jakoś dziwnie ciążyło mu w świadomości. Szedł sobie zamyślony, kiedy nagle zauważył małą zmianę otoczenia - do tej pory był sam. I nagle, tak po prostu przeciął ścieżkę, którą to ktoś podążał. Aż się zatrzymał i spojrzał na tego osobnika. W jego wyglądzie niewiele elementów przykuło uwagę Niena. Jednak pewnie trzymany w jego dłoniach łuk już jak najbardziej sprowadził myśli białowłosego na ziemię. Że też miał głupi zwyczaj łazić bez broni! Możliwa bliskość zagrożenia zjeżyła mu skórę na plecach. Momentalnie się jednak ogarnął. Przebity strzałą i tak by wrócił do żywych.
- Nie powinieneś chodzić z łukiem w miejscu, gdzie mogą siedzieć dzieci - mruknął, wzroku nie spuszczał z narzędzia trzymanego przez mężczyznę. Taka uwaga wydawała mu się w tym miejscu całkiem trafna. Nie patrzył na różnicę wieku między nim, a nieznajomym czy fakt samej niezbyt wygodnej zaistniałej sytuacji. Po prostu, to mu się akurat na usta cisnęło, a nieco zbity z tropu opuścił gardę i niezbyt przejmował się tym co mówi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Brughi

avatar

Liczba postów : 5
Join date : 01/12/2014

PisanieTemat: Re: Pole krokusów   Pon Gru 22, 2014 5:49 pm

Skrzyżował jasne spojrzenie z nieznajomym chłopakiem, wstrzymując się przed nerwowym zerknięciem w stronę łuku. Trzymał broń pewnym chwytem, zaciskając palce ze względu na spięte mięśnie, które niemalże od razu nakazywały ostrożność. Przeżycia sprzed kilku dłuższych chwil wciąż krążyły po ciele Brughiego, nie pozwalając o sobie zapomnieć tak łatwo. I chociaż osobnik naprzeciwko nie wyglądał na niebezpiecznego, który mógłby posiadać jakieś konszachty z drapieżnikami – ostrożności nigdy za wiele.
Przeniósł ciężar ciała na prawą nogę, przesuwając drugą nieco dalej, by stanąć w pozycji zapewniającej większą swobodę ruchów przy równoczesnym zachowaniu równowagi. Powiódł wolnym ramieniem po wolnej przestrzeni, łukiem wskazując najbliższą okolicę przepełnioną kolorowymi kwiatami. – Nie widzę żadnego dziecka w okolicy – skomentował nieprzyjemnym tonem, zniekształconym i niewyraźnym dla kogoś pozbawionego dobrego słuchu. Zmrużył powieki, aby dokładniej zlustrować sylwetkę nieznajomego i uniósł podbródek wyżej, odsłaniając dumę jaka przepełniała każdą komórkę w jego ciele.
Brughi miał spore problemy z nawiązywaniem pozytywnych relacji z mieszkańcami Królestwa, o wiele szybciej zachęcając ich do antypatii względem swej osoby. Każdą możliwość rozmowy z nieznajomym traktował jako potencjalnie niebezpieczną sytuację, fanatycznie obawiając się zagrożenia panujących zasad. Przyzwyczajony do samotności, którą samoistnie wybrał, oddalił się od społeczeństwa na tyle, by nie widzieć w innych osobnikach niewinnego przyjaciela. Takie podejście było dość uciążliwe, ale jeszcze bardziej – zwracanie uwagi przez młodszych od siebie.
Prychnął rozdrażniony, zakładając wolną rękę za pas i od niechcenia rozejrzał się dookoła – jakieś jeszcze złote rady? – Nie utrzymywał kontaktu wzrokowego z białowłosym osobnikiem, powstrzymując się od ostrego komentarza, jaki cisnął się samoistnie na jego usta. W zamian pochylił głowę, a po twarzy Brughiego przebiegł cień, zmieniając jego mimikę w nędznej imitacji uśmiechu. Tylko w oczach kryło się rozdrażnienie.
Nie miał najmniejszego zamiaru stosować się do komentarzy nieznajomego, przekonany iż bezpieczeństwo na granicach Królestwa wciąż nie jest takie samo jak w centrum i nawet, jeśli był poza służbą – należało pozostawić oczy i uszy szeroko otwarte. Zmienianie takiego nastawienia nie następowało w przeciągu godziny czy dwóch, ale lata. Sęk w tym, że Brughi nie zamierzał niczego zmieniać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Pole krokusów   

Powrót do góry Go down
 
Pole krokusów
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Pole biwakowe
» Pole turniejowe - walka na miecze
» Wielkie Pole Kurkurydzy

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Faylinn :: Miasto Królewskie :: Przedmieścia-
Skocz do:  
Partnerzy
 photo malutkibaner_zps9b32d18f.pngAXIS MUNDIHogwartDreamWild Land AAF SnM










Vampire Knight



















University of dreams




















Akademia Superbohaterów











Król Lew



Levicorpus