IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 "Dziękuję"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Annikki
Królowa Wybrana
avatar

Liczba postów : 9
Join date : 29/11/2014

PisanieTemat: "Dziękuję"   Sob Lis 29, 2014 4:17 pm

Akt pierwszy: Dziewczynka o imieniu Annikki.

- Matko, jak tu nudno.
Usiadłem pod liściem i uniosłem głowę do góry. Krwista czerwień. Takiego koloru było niebo. Południe Mirath. Nienawidziłem tego koloru. Przyprawiał mnie o ciarki. Nawet jeśli były widoczne gwiazdy, nie lubiłem tej pory dnia. W dodatku ta nijaka temperatura - ni to zimno, ni to ciepło. Ciekawe który z księżyców teraz widać...
- Nudno?
Usłyszałem za sobą głosik. Ni to wysoki, ni to niski, ale na pewno dziewczęcy. Ciekawe jak długo tam stała.
- Tak. Nudno. Nic się nie dzieje. Całymi dniami te czerwone niebo. Kociokwiku można dostać. - Westchnąłem. Zamknąłem oczy i oparłem głowę o łodygę rośliny. Chwilę tak posiedziałem, a gdy otworzyłem ślepia, wpatrywały się we mnie inne. Miały przyjemny, fioletowy kolor oraz wydawało mi się, że błyszczą. Z ciekawości?
- Dlaczego? Nawet w monotonii jest zabawa!
- Jak uważasz.
Dziewczynka uśmiechnęła się i usiadła koło mnie. Jej włosy pachniały jak najpiękniejsze kwiaty. Ogółem jakoś... wystrojona była. Może to ta burżuazja wśród Erudian? Kto wie.
- Dlaczego tak siedzisz? - Cholera, pytania będzie mi teraz zadawać.
- A nie mogę?
- Nie mówię, że nie możesz. Po prostu zadałam pytanie. Jestem ciekawa.
- Racja. - Kiwnąłem głową, po czym chwilę się jej przyjrzałem. Miała może z siedem lat... Znaczy, wyglądała na pięciolatkę, ale wydaje mi się, że zachowuje się doroślej. - Bez powodu. Ot tak.
Wydała z siebie coś w rodzaju odgłosy podekscytowania. Jakby moja odpowiedź ją fascynowała, przez co automatycznie dzieciak zaczął się mną jeszcze bardziej interesować. To raczej niezbyt dobrze.
- Proszę panaaaa? Jak pan myśli, kto uratuje ten świat?
- ...Że co?
Jedna brew powędrowała do góry. Czy ja właśnie się nie przesłyszałem? Dziecko zapytało się o... ratowanie świata?
- Kto go ma ratować? Dlaczego?
Dziewczynka wstała i spojrzała w niebo.
- No bo jak ludzie przestaną mówić takie proste słowa jak: "dzień dobry", "dziękuję" czy "przepraszam"... Świat przestanie istnieć.
- Przecież nadal będzie istniał. Tylko ludzie mogą już... nie być dla siebie tacy mili.
- Jaki w tym sens?
Tym pytaniem sprawiła, że w mojej głowie pojawiła się pustka. Od kiedy takie bachory jak ona są takie mądre? Miała chyba aż nazbyt troskliwych rodziców...
- W czym sens? - zapytałem nieco zbity z tropu.
- Sens w istnieniu świata, gdzie nikt nie jest szczęśliwy?
- Czemu od razu zakładasz, że nikt nie jest szczęśliwy?
- Mama mówiła, że nawet takie zwykłe powiedzenie "dzień dobry" czy "dziękuje" może wywołać uśmiech na twarzy. Jeżeli tego zabraknie, to jak można to zastąpić?
- ...Mądre pytanie.
Dziewczynka się uśmiechnęła i cichutko zachichotała.
- Dziękuję!
Poczułem, jak moje kąciki ust także powędrowały w górę. Gdy po chwili się zorientowałem, co się właśnie stało, ona już była całą w skowronkach. Euforia.
- Widzisz? Widzisz? Mówiłam!
- Tak, tak... Mówiłaś.
- Jak ma pan na imię?
Pokazałem jej, żeby się na chwilę zbliżyła. Gdy to już zrobiła, szepnąłem jej na uszko własne imię. Chyba jej się spodobało, bowiem od razu jej oczy zabłyszczały. Bardziej niż poprzednio.
- A ty?
Postąpiła tak samo. Gdy już się nachyliłem, cichuteńko powiedziała:
- Annikki Ranevoir. Ale proszę mi mówić Ann.


Akt drugi: Annikki zostaje królową.

Nienawidzę, jak panuje taki harmider. Oraz tego czerwonego nieba. To najgorsze połączenie, jakie może istnieć na tym świecie. Jednakże o ile to drugie jest naturalne, o tyle pierwsze już niekoniecznie. Wszystko to związane było z wyborem kogoś, kto by cały ten harmider uspokoił. Kogoś, kto ma nad wszystkim czuwać. Kogoś, kto ma patrzeć na wszystkich i wszystko z góry.
Zaraz ma wyjść nowa królowa.
Podobno bardzo młoda. Podobno będzie się nadawać. Podobno będzie idealna na tę pozycję.
Podobno...
Młoda, bo zaledwie osiemnastoletnia dziewczyna, ma zasiąść na tronie Faylinn. Społeczeństwo na tę wieść podzieliło się na trzy ugrupowania: za, przeciw i wszystko jedno. Należałem do tej trzeciej części. Można powiedzieć, że nie miałem zdania co do nowej władczyni. Albo się sprawdzi, albo nie. Jak tak, to miło. Chociaż podejrzewam, że i tak będzie miała więcej wrogów niż przyjaciół. W końcu taka młoda może nie mieć doświadczenia życiowego, nie?
Chociaż pamiętam to jak przez mgłę, gdy tylko okrzyknięto, że nowa królowa została wybrana, tłum zebranych w jednym miejscu zaczął wiwatować na jej cześć. Euforia. W sumie sam nie wiem jak to się stało, jednakże zdziwienie moje było większe niż się spodziewałem.
Otóż nową królową została Annikki Ranevoir. Ta sama, którą poznałem jedenaście lat temu.
Została Królową Wybraną.


Akt trzeci: Panna Annikki rozmawia o przeznaczeniu.

Kolejny dzień, kiedy to widzę to samo czerwone niebo. I chociaż powinienem się już przyzwyczaić, to nie mogę. Nie mogę przestać nienawidzić tego szkarłatu.
Usiadłem pod liściem i oparłem się głową o łodygę. Miałem deja vu. Chyba już to kiedyś przeżywałem. Mamrotałem o tym, jak bardzo jest tu nudno i jak można dostać kociokwiku od tej czerwieni. Westchnąłem.
A zaraz potem usłyszałem płacz.
Zaciekawiony, zerknąłem za siebie. Ujrzałem postać dziewczyny, która nagle się pojawiła blisko mnie. Wyglądała na jakieś dwanaście lat. No, może dziesięć. Ogółem: nadal dzieciak. Siedziała w pozycji embrionalnej, chowając głowę.
- Cz... Czy wszystko gra? - palnąłem, nim zdążyłem się ugryźć w język. Gdyby było wszystko dobrze, to by przecież nie płakała! - Coś się stało?
Wydawało mi się, że chyba podskoczyła na sam dźwięk mojego głosu. Zabawne. Powoli podniosła główkę i spojrzała na mnie swoimi fioletowymi oczyma. A ja doznałem olśnienia.
- A... Annikki?
Była tak samo zdziwiona jak ja. Szybko otarła rękawem łzy, po czym nieco się do mnie zbliżyła.
- P-pamięta mnie pan?
- Jak miałbym nie pamiętać takie ciekawskiego dzieciora?
Uśmiechnęła się lekko, po czym spoważniała. Spojrzała jakoś w bok. Niezbyt wiedziałem o co jej chodzi. Może już jest na tym etapie, kiedy dzieci obrażają się za nazwanie ich "dziećmi"?
- Jestem brzydka. Tak mi rodzicie powiedzieli.
Uniosłem brwi ze zdumienia. Jak można coś takiego wprost powiedzieć dziecku? Surowość to jedno, ale to chyba była przesada...
- Nie jesteś brzydka. Jesteś naprawdę urocza.
- Powiedzieli mi, że ludzie nie kochają tego, co brzydkie. Że kochają tylko piękne rzeczy. Jak nie stanę się piękna, to rodzice mnie porzucą.
Nie wiedziałem co jej powiedzieć. Chociaż pewnie nieważne co bym powiedział, to i tak by odebrała tak samo i dalej ciągnęła swoje. Tak więc chwilę siedzieliśmy w ciszy. Mógłbym się ją zapytać o powód, dla którego usłyszała te straszne słowa. Jednakże słowa nie mogły przejść mi przez gardło...
- J-ja... Chciałabym, aby to było kłamstwo. Że to, co świat robi, to kłamstwo.
- Czyli?
- Selekcja. Jeżeli nie jesteś wybranym, to nie masz prawa żyć. Zostajesz odtrącony, bo w końcu nikt cię nie chce. Jednym z takich kryteriów jest pewnie piękno... A skoro nie jestem piękna, to nikt mnie nie będzie chciał. Prędzej czy później zn... zniknę...
- Nie znikniesz. - Zrobiło mi się jej strasznie żal. Nie wiem co sobie myśleli jej rodzice. Takie rzeczy wpajać? Miała to być kara? Uświadomienie jej, że nie zawsze się żyje beztrosko? - Nie znikniesz. Bowiem... Bowiem zostałaś już przez kogoś wybrana... I ten ktoś uważa, że jesteś naprawdę śliczną osobą.
Annikki spojrzała na mnie, po czym ponownie się rozpłakała. Ja, nie wiedząc co robić, nieco się wystraszyłem.
- Ł... Łzy szczęścia... N-nie smutku... - powiedziała, starając się coś w miarę normalnie powiedzieć. Ponownie przetarła oczy rękawem, po czym poczułem, jak się we mnie wtula. - Pańskie słowa są na... naprawdę miłe. Je... Jednakże nadal nie potrafię zrozumieć i pokochać jednego słowa...
- Jakiego?
- Przeznaczenie.

Z każdym kolejnym spotkaniem te pytania coraz bardziej ją dręczyły. Nie była już tą samą dziewczynką, która się widziała we wszystkim pozytywne cechy czy odnajdywała skarb w najprostszych słowach. Można powiedzieć, że z biegiem lat chciała uzyskać władzę nad wyborem. Za wszelką cenę chciała zostać przez kogoś "wybrana"... Nigdy jej nie zrozumiałem i nigdy jej nie zrozumiem.


Akt czwarty: Ona też potrafi się uśmiechnąć.

Dane mi było raz pójść na jeden z tych znanych bankietów organizowanych przez królową. Do dziś nie mogę uwierzyć jak to się stało, no ale cóż. Miałem okazję po raz kolejny ujrzeć tak dobrze mi znaną osobistość, jaką była Królowa Annikki. Chociaż pewnie ona mnie nie pamięta, to ja ją owszem. Jak można zapomnieć o kimś tak charakterystycznym to ja nie wiem. Jej tok myślenia był zawsze dla mnie zagadką.
Jako że nie wypada się spóźniać, przyszedłem punktualnie. Elegancki styl nigdy mi nie odpowiadał. Poruszenie było wielkie. W tłumie widziałem znajome twarze oraz te, które widziałem po raz pierwszy.
Przemówienie było nijakie. Takie ot tak napisane. Ciekawe czy ktoś je w ogóle słuchał. No tak, większość była zapatrzona na władczynię, która pojawiła się w połowie owegoż przemówienia. Wyglądała... pięknie. Jej proste blond włosy, związane w luźną kitkę, która opadała na ramię, wręcz lśniły. Była dość blada. Czyżby brak snu? A może stres? W sumie jakoś to do niej pasowało.
Była niska. Tak na oko miała z osiem i pół centymetra. Szczupła, z odpowiednią wielkością krągłościami. Zaś jej przepiękne oczy pozostały takie same - fioletowe i błyszczące. Wspaniale prezentująca się Erudianka. Miała chyba... dwadzieścia dwa? Nie, dwadzieścia trzy lata. Ślicznie się uśmiechała...

- Dobry wieczór, miło pana znowu widzieć! - usłyszałem za sobą delikatny, acz dojrzały głosik. Gdy tylko się odwróciłem, przywitała mnie radosna buźka królowej.
- Dobry wieczór, Wasza wysokość. To zaszczyt, że pani mnie jeszcze pamięta. - powiedziałem, ukłoniwszy się.
- Jak miałabym pana nie pamiętać? Dwukrotnego spotkania niemal w takim samym miejscu się nie zapomina.
- Ma pani rację...
- Proszę mówić mi po imieniu. Tak będzie... mniej krępująco - powiedziała, nieco się rumieniąc. Ach, jaka ona urocza.
- Dobrze, jednak jeżeli pani będzie mi także mówić po imieniu.
- Dlaczego?
- Tak będzie mniej krępująco.
Zaśmiała się. Miała naprawdę piękny głos. Delikatny, ale poważny. Czasem nawet szepczący.
- Ma mnie pan. Przyznaję.
Wydawała się pogodna. Beztroska. Zupełnie inaczej się z nią rozmawiało, a inaczej oglądało. Jako "królowa" była surowa, na wszystkich patrzyła z góry. Nie do końca się wiedziało o czym myśli, jak zareaguje. Miała ciągle jedną twarz, którą widzieli wszyscy. Kształtowała swą opinię jako rozważna i poważna królowa, która, pomimo młodego wieku, potrafi odpowiednio zarządzać. Pewnie się potrafiła o wszystko zdenerwować. O wszystko, co nie szło zgodnie z jej planami.
Teraz widziałem ją jako "Annikki". Ta postać była wciąż tak samo urokliwa i energiczna jak w dniu naszego spotkania. Potrafiła się uśmiechnąć, jej oczka błyszczały od ciekawości. Normalnie się wstydziła. Mogła przecież teraz mówić co tylko chciała, a nie klepać formułki pozdrowień czy wkuwać przemówienia.
- Wie pan... Rozmawialiśmy kiedyś o czymś takim jak bycie "wybranym" i "piękno", prawda?
- Owszem, tak było.
- Chociaż może się to wydać dziwne, do dziś mam z tym problemy. Chociaż raduję się z faktu, iż zostałam do czegoś wybrana, nadal boję się, że szybko mnie odtrącą.
- Panno Annikki... Jeżeli mogę tak powiedzieć. Rządzi pani już od pięciu lat i jakoś nie słyszałem o tym, by ktoś miał panią odwołać.
- Niby tak... Ale...
- Ale?
- Ale zawsze jest ta obawa...
- To prawda... - odparłem, po czym zastanowiłem się chwilę. Nad tym, jak by tu nieco zmienić tor naszej rozmowy. - Nie ma się pani czym martwić, naprawdę... Jest pani najpiękniejszą osobą, jaką miałem okazję w swym marnym życiu spotkać. I nie chodzi mi tylko o sam wygląd...
- Dz... Dziękuję... - odpowiedziała, mocno się rumieniąc i spoglądając w zupełnie inną stronę. Uśmiechnęła się. Urocze.
- Miała pani rację. - Annikki znów zwróciła się do mnie, a na jej twarzy było widać dezorientację. - Tak proste słowa jak "dziękuję" sprawiają dużo radości.


Dalej pamiętam tylko jej kryształowe łzy. To była i jest naprawdę ciekawa osoba. I choć gościło mi przy wspomnieniach to okropne niebo, ją wspominam wyjątkowo miło.
Mam nadzieję, że się nie zmieniła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ray
Książę Ważek
avatar

Liczba postów : 51
Join date : 28/11/2014

PisanieTemat: Re: "Dziękuję"   Nie Lis 30, 2014 5:17 pm

Piękna karta. Miód na moje oczka. Akceptuję i witam serdecznie Królową Faylinn. *kłania się*
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
"Dziękuję"
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Dom Nolana Keane
» Dzięki Tobie zapomniałam, co oznacza samotność.

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Faylinn :: Postaciowo :: Karty Postaci :: Zaakceptowane karty.-
Skocz do:  
Partnerzy
 photo malutkibaner_zps9b32d18f.pngAXIS MUNDIHogwartDreamWild Land AAF SnM










Vampire Knight



















University of dreams




















Akademia Superbohaterów











Król Lew



Levicorpus