IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Lis w ludzkiej skórze

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Tihamér
Szczwany lis
avatar

Liczba postów : 17
Join date : 13/12/2014

PisanieTemat: Lis w ludzkiej skórze   Sob Gru 13, 2014 7:31 pm


Imię i Nazwisko: Tihamér Sionnach.
Pseudonim: Zwycięzca.
Wiek: 17 lat.
Rasa: Arvalleni.
Ranga: Szczwany lis.


c h a r a k t e r...
Typowy przywódca. Tyran, despota. Nieprzeciętnie uzdolniony wojownik. Wychowywany w bogatym stylu i domu pełnym drapieżników, wykształcił wiele paskudnych cech, niezbędnych do przetrwania w środowisku szczerzących kły braci i sióstr. Nieugięcie osiąga swoje cele. Zdobywa. Wygrywa. Stoi twardo i ze spokojem w obliczu niebezpieczeństwa. Dzięki dziedzicznym cechom rodowego zwierzęcia, tworzy nieprzeciętnie przerażającego przeciwnika. O analitycznych ślepiach, wiecznie skupionych, odzwierciedlający płonący intelekt właściciela. Trudno mu polegać na innych ludziach, często podając w wątpliwości ich zdolności. Uważa, że wszystko zrobi sam najlepiej. A każda przegrana zostawia olbrzymią ranę na jego psychice. Wbrew pozorom nie uważa siebie za ósmy cud świata, geniusza nowej ery. Wręcz nienawidzi swoich słabości, a tym bardziej ich odkrywania przez obce osoby. Typ obserwatora, jednak o dość zubożałych zdolnościach, jeśli chodzi o odczytywanie i zrozumienie ludzkich emocji. I chociaż oczywiście wykazuje cechy charyzmatyczne, ma spore braki w kontaktach socjalnych, a tym bardziej zaawansowanych relacjach. Bardzo leniwy i skłonny do depresyjnych zlotów, jeśli nie ma co robić. Nawet bardziej niż inni żołnierze odczuwa poczucie obowiązku i przynależności. Wierny, lojalny, gdy chodzi o rywalizację i pracę zespołową. Jednak rozkwita najbardziej na stanowisku przywódcy, gdzie nie wstydzi się stawiać innych do pionu, a silny głos potrafi rzucać wiarygodne komendy. Przez rodowite niesmaki trudno mu okazywać zaufanie, a szczególnie w sprawie nowo poznanych osób. Tym bardziej woli typowo wojskowe przydziały, gdzie zwykle przebywa się w towarzystwie tych samych ludzi przez wiele lat. Jednak nawet takie warunki nie sprawiają, że będzie czuł się swobodnie. Pusta przestrzeń wokół mu nie przeszkadza. Czytanie w ciszy i przejeżdżanie ołówkiem po chropowatej kartce notesu, wręcz go uszczęśliwia. Boleśnie jednak wie, że nie potrafi żyć długo bez kontaktu z ludźmi, nawet jeśli ten miałby się ograniczać ledwie do przysłuchiwania się rozmowy innych. Co zabawne, nie lubi być w centrum uwagi, a szczególnie przez dłuższy czas. Pochwały wzbudzają jego systemy ochronne i podejrzliwość. Trudno, więc zbudować z nim czysto pozytywną relację. Przejawia szeroko pojętną obojętność. Rasa, wiek, płeć i wzrost to nic. Liczą się tylko umiejętności i chyba tylko za nie potrafi kogoś szanować. Oczywiście człowiek o szlachetnym charakterze jest dobry, ale co z tego, jeżeli okazałby się słaby? Jest bardzo przewrażliwiony na system wartości i ocenę innych, a więc stara się ciężko trenować i rozwijać, kosztem nawet snu. Chce sprostać, każdemu wyzwaniu. Uznaje, że cel uświęca środki. Trzeba się z tym liczyć.

w y g l ą d...
Bardzo zadbany i raczej widać po nim, że przynależy, do któregoś pododdziału wojskowego. Panuje wokół niego swoista nutka spokoju i nieuzasadnionej arogancji, która może doprowadzać ludzi do szaleństwa. Ubiera się stosownie, jak przystało na kogoś, który wychował się na gustach osób o mocnej obsesji na punkcie mody. Elegancko, ale jednocześnie swobodnie i prosto. Nawet w cywilu ośmiela się nosić noże do rzucania, które zresztą towarzyszą mu odkąd ustał samodzielnie na nogach. Nie należy do najwyższych osób (7,9 cm), jednak nie bardzo mu to przeszkadza. Dzięki temu mógł osiągnąć imponującą sprawność fizyczną, jaka nie jest dostępna dla osób wyższych nawet o ledwie pół centymetra. Jego masa mięśniowa jest zdecydowanie większa od standardowego procenta, nawet żołnierskiego. Nie wygląda to jednak przesadziście. Umięśnione ręce, barki, brzuch, uda i oczywiście łydki, bez których nie mógłby osiągnąć takiej szybkości, zwinności i wysokiego wyskoku. Przechodzące żyły na grzbiecie dłoni mówią same za siebie, że właściciel jest niezwykle aktywny fizycznie. Twarz przestaje świecić młodzieńczymi urokami, a zamienia się powoli w typowo męską urodę. Okrągła buzia o znacząco zarysowanej brodzie i uwydatnionymi kośćmi policzkowymi. Nie nosi żadnego zarostu. Jego oczy są charakterystyczne i dość rzadko spotykane, kończą się skośnie. Występuje u niego heterochromia (prawe czerwone, lewe złote). Intensywność koloru włosów jest, wręcz uderzająca, gdyż rudość chłopaka niemalże przeistacza się w czerwień. Wywodzi się bowiem z powszechnie znanej rodziny rudzielców, którzy wręcz się tym szczycą. I też, jako dziedzic lisiego rodu, otrzymał dość sporo cech, które mu nieco przeszkadzają, a jednocześnie bardzo się przydają. Pierwszą z nich jest ogon. Piękny, długi i puszysty, a przede wszystkim równie rudy, jak włosy. Chłopak ma ich, aż trzy. Wzbudza to lekkie zaciekawienie, jednak jego typowa, markotna mina często zniechęca ludzi. Innymi prezentami są zaostrzone i nieco dłuższe kły, zdecydowanie mocniejsze paznokcie i skośne uszy, które są dość czułe, nie tylko na plotki. Pod ubraniami chowa się jednak coś jeszcze. Oprócz pięknie zdobionego tatuażu lisa na lewej łopatce, na jego skórze znajdzie się olbrzymią ilość blizn. Od tych malutkich, nieważnych i zapewne powszechnych, po wielkie, białe plamy, pozostałe po poważnych ranach. Pewnie i one wzbudzają sporą ciekawość, dlatego nosi rzeczy, które zakrywają jak najwięcej ciała.

h i s t o r i a...
Urodzony w rodzinie przepełnionej tradycją i wielopokoleniowymi zwyczajami. Jest to znany ród, specjalizujący się w handlu i biznesie w całym królestwie. Spryt i inteligencja charakteryzują, niemalże każdego członka. Zwykli mieszkańcy podejrzewają tą bogatą rodzinę o poufne związki i ulgi w królewskim dworze. Nic jeszcze jednak nigdy nie zostało udowodnione. Jednym z najstarszych obrzędów rodziny, jest nadanie imienia, oraz ogląd niemowlęcia, wraz z oceną ogona. Miało to bowiem dać prawdopodobny rozwój dziedzica, oraz jego możliwości. Wydawać by się to mogło śmieszne, lecz faktycznie istniała w tym jakaś moc. Chłopiec już jako niemowlak miał wspaniały ogon. Długi, o świetnym kolorze i ułożeniu drobnego, aczkolwiek mięciutkiego futerka. W wersji razy trzy. Można było się spodziewać, że zaczęto pokładać w nim nadzieje, mimo że był jedenasty w kolejce, aby objąć zwierzchnictwo nad rodem. Ojciec miał jednak zbyt wiele dzieci, by zwrócić oko na nową perełkę, ponieważ całkowicie ukochany był w swoim drugim, najstarszym synie. Tamten nie przejawiał jakiś objawień geniuszu, jednak jego głównym atutem była charyzma i głupia pewność siebie. Dość trudno było znaleźć w tej rodzinie jakieś objawy miłości, czy przywiązania. Wszystkie małżeństwa były raczej aranżowane, a rywalizacja o miejsca była, wręcz zabójcza. Jeśli nie przejawiało się ostrożności. Już jako sześciolatek, który potrafił czytać i pisać na poziomie nastolatka, przeżył trzykrotnie próby zabójstwa. Szybko zorientował się o szaleństwie dziejącym się wokoło. Dziedzic rodu, wspomniane oczko w głowie ojca, pastwił się nad nim bezlitośnie, widząc olbrzymią konkurencję u brata o dziewięć lat młodszego. Pozwalał dorastać dzieciakowi w myśli, że jest niepotrzebnym śmieciem, gorszym, nie wartym dostrzeżenia. Wyrósłby na pokrakę życiową, gdyby nie pewna bezpośrednia i niezbyt owładana w etykiecie dziewucha. Była jedną z tych biednych dzieci, które przypadkiem dostały się do szkoły. Miała swoją popularną paczkę i ludzie ciągnęli do niej jak muchy. Dużo krzyczała, śmiała się i ubierała jak chłopczysko. Lisi dzieciak tak bardzo jej nie lubił, że wielokrotnie się bili i rywalizowali, w zbyt wielu rzeczach. Często wyrywała mu książki, gdy czytał w czasie przerwy i skarżyła, gdy robił to podczas nudnych lekcji. Czuł, że tamta się nie niego uwzięła. Pewnego dnia nauczycielka zabrała mu książkę, czym się zirytował do granic możliwości. Wrócił cały podenerwowany do domu, gdzie czekał na niego starszy brat. Zaczęło się niewinnie. I zresztą jak zawsze. Zapytał go uprzejmie o dzień w szkole. Później docinki. Dzisiaj jednak było nieco inaczej. Tihamér czuł mieszający się w nim gniew, strach i smak irytacji spowodowany szkołą. Pierwszy raz wyprawił starszemu, jakim jest głupcem i nieudolną podróbką ojca. Mówił wiele. Może zbyt wiele. Lata prześladowań i żale uwolniły się w jednym momencie. Tamten zareagował zaskoczeniem, a później bezmyślną furią, bijąc młodszego dzieciaka brutalnie. Nie był na to przygotowany, ale miał z tego jakąś satysfakcję. A przynajmniej poczuł jej iskrę, zanim stracił przytomność z bólu. Obudził się kilka minut wcześniej, leżąc na podłodze w holu. Wymknął się nieudolnie z domu, idąc przed siebie, byle dalej od tego piekła. Wiele razy tracił przytomność, aż któregoś razu obudził się w głuchej nocy, leżąc przed drzwiami tej głupiej chłopczycy ze szkoły. Był zbyt odrętwiały, żeby wstać i zbyt zdezorientowany, aby zasnąć znowu. Leżał za daleko, by zapukać. Spróbował, więc rzucić kilka razy kamieniami. Tylko dwa trafiły celu. Nawet taki wysiłek spowodował u niego głębokie dyszenie. Nim ponownie zapadł w ciemność, zobaczył światło z uchylanych drzwi i zaskoczone krzyki. Później już nic.
Coś mokrego dotykało jego twarzy, a do wyczulonego nosa dotarły zapachy przepysznych, domowych dań. Spróbował uchylić oko, było ono jednak zbyt opuchnięte, więc widział tylko rozmazane obrazy przez łzy. Drugie było jednak w lepszym stanie, niestety światło zbyt boleśnie go raziło, aby mógł coś zobaczyć. Ręka przestała wycierać jego twarz, a później usłyszał, żeby leżał spokojnie. Nie miał siły, ani ochoty protestować. Przez dokładnie dwa dni opiekowano się nim, aby doszedł do stanu w miarę normalnego. Opuchlizna w znacznej części odpuściła, przez co mógł się już orientować w sytuacji, oraz zszokować swoimi wybawcami. Nie pamiętał wiele z pobicia, a tym bardziej rzeczy później. Chłopczyca z zatroskaniem i gniewem kilkakrotnie wypytywała go o to, kto mu to zrobił. Nie odpowiadał. Milczał, albo odwracał wzrok, zmieniając temat. Prawie zmiękł trzeciego dnia, gdy ta zaczęła się kląć na jego dom i mówić, że zapewne uratowała go od pewnej śmierci. Chłopak nie był przekonany. Czwartego dnia wrócił o własnych siłach do domu, gdzie prawie nikt nie zauważył jego zniknięcia. Dziedzic rodu tylko zacisnął pięści na jego widok, jednak ominął go szerokim łukiem. Kiedy tylko młody lis wyzdrowiał, zaczął intensywnie rozwijać się ofensywnie i wymyślił porządny plan, aby opuścić dom. W prawdzie dopiero od niedawna chodziły mu myśli o wojsku po głowie, jednak stwierdził, że to być może będzie jedyny odpowiedni krok, aby wydostać się z tego piekła. Od "tego" zdarzenia niemalże nie widział starszego brata. Spokój, jaki zyskał był czymś wspaniałym. Pozwoliło mu się to rozwinąć. Zaprzyjaźnił się z chłopczycą, a nawet czuł do niej coś cieplejszego. Kończąc czternaście lat, wyzwał starszego brata na pojedynek. Było to olbrzymie zdarzenie, które wpłynęło bardzo na jego psychikę.  Ze względu tego, że dziedzic był wyjątkową łamagą w tej dziedzinie, nie miał szans i nastolatek odciął jego puszystą, rudą kitę, skazując go na wieczną hańbę ze strony rodziny. Zgodnie z zasadami przejął najważniejszą pozycję. Cieszył się najwyższymi względami, z łatwością niszcząc, każdą intrygę kierowaną szpicem bezpośrednio w niego. Jego plan jednak dopiero zaczął się spełniać krok po kroku. Najął sobie najlepszych nauczycieli, poważnie biorąc się za swój rozwój psychiczny i fizyczny. Nikt nie spodziewał się, że kończąc szesnaście lat, wstąpi do wojska. Rozpoczął wówczas swoją drogę z przyjaciółką, która zaraziła go na poważnie marzeniem o zwiedzaniu tajemniczych krain za murem. Był niezwykle utalentowany. Wiele osób zauważyło, że ten potencjał trzeba zrealizować. Nie minęły nawet dwie pełne pory roku, gdy został przeniesiony do zwiadowczej sekcji zewnętrznej. Smutkiem jednak było, że jego przyjaciółka się nie zakwalifikowała. I tym właśnie objął prowadzenie w ich wewnętrznej wojnie. Na zawsze pozostawiając ją z tyłu. Powoli zrywając łączące ich więzy.
Zapominając.

c i e k a w o s t k i...
    • Dysponuje zaskakująco bogatym zasobem przekleństw i ciętych ripost, gotowych, na każdą okazję.
    • Chociaż jest piekielnie inteligentny i zdaje sobie z tego sprawę, bardzo łatwo popada w nałogi i jednym z nich jest hazard. Szerokiego pokroju.
    • Jego ulubione kolory to: szkarłat, czarny i złoty.
    • Jest oburęczny.
    • Włada przede wszystkim dwoma szpadami. Od dziecka jednak rzuca małymi nożami, a w wojsku obowiązkowo wyuczył się walczyć włócznią z grzbietu swojej acherontia atropos, którą wychował i bratał się cierpliwie.
    • Ze względu na dziedziczne cechy lisa, smakuje mu nawet bardziej mięso. Jednak owoce nie przeszkadzają mu na krótszą metę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Neah
Wyjąca do nieba
avatar

Liczba postów : 46
Join date : 27/11/2014

PisanieTemat: Re: Lis w ludzkiej skórze   Sob Gru 13, 2014 7:46 pm

Woah, świetnie czytało mi się całą kp, więc nie pozostaje mi nic innego jak tylko akceptować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Lis w ludzkiej skórze
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Faylinn :: Postaciowo :: Karty Postaci :: Zaakceptowane karty.-
Skocz do:  
Partnerzy
 photo malutkibaner_zps9b32d18f.pngAXIS MUNDIHogwartDreamWild Land AAF SnM










Vampire Knight



















University of dreams




















Akademia Superbohaterów











Król Lew



Levicorpus